Ale tylko z nazwy szafranowy. Oczywiście mowa o krokusie, którego imię po grecku oznacza żółty (krokos), albo po arabsku (saffron, zafaran) też… żółty. Dlatego szafran to drugie imię krokusa, ale jakoś słabo się u nas przyjęło i pod tą nazwą kojarzymy raczej orientalną przyprawę. Ale o tym troszkę dalej w tekście. Większości z nas krokusy (Crocus, to tym razem po łacinie) kojarzą się z pięknymi odcieniami fioletu, kobaltowego błękitu i lawendowych tonów, zwłaszcza jak przywołamy z pamięci wizytę w Dolinie Chochołowskiej, która w czasie kwitnienia krokusów zamienia się w bajkową krainę. Skąd więc ta żółć w rodowodzie? Sprawa jest trochę skomplikowana, gdyż szafranowy kolor odnosi się nie do koloru płatków, ale do barwy trzech znamion słupka, z których otrzymuje się najdroższą przyprawę oraz barwnik świata, wspomniany wcześniej szafran. Niestety, nie mówimy tutaj o krokusach z tatrzańskich dolin, ani tych z przydomowych ogródków, tylko o gatunku krokusa uprawnego (Crocus sativus), który powszechnie rośnie na obszarach południowej Europy oraz Azji Mniejszej, gdzie od niepamiętnych czasów uprawiany jest właśnie dla tych znamion. Żeby było ciekawiej, ten krokus nigdy nie zwiastuje wiosny, jeżeli już to późną jesień, bo właśnie wtedy kwitnie.
Każdy gatunek krokusa tworzy kwiaty z trzema szafranowymi w kolorze znamionami i dlatego może pochwalić się wspólnym mitycznym pochodzeniem. Jak bowiem głosi legenda, w Grecji zamieszkałej przez ludzi, półbogów i bogów, oraz inne dziwne stwory, czyli w czasach bardzo odległych, żył sobie piękny młodzieniec, który zwał się Krokus. Był zwykłym śmiertelnikiem, w odróżnieniu od boga Hermesa, który się w nim zakochał z wzajemnością. Hermes był boskim posłańcem z Olimpu. Oprócz przenoszenia ważnych wiadomości opiekował się również… złodziejami. Nie wiadomo, czy dlatego dużo czasu spędzał z Krokusem. Wiemy że razem uprawiali z radością różne dyscypliny sportowe, w tym rzut dyskiem. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że Hermes trafił rzuconym przez siebie dyskiem Krokusa w głowę, który od tego uderzenia zginął na miejscu. Zrozpaczony Hermes sprawił, że w miejscu gdzie padł zabity Krokus wyrosł piękny fioletowy kwiat, a trzy krople krwi przyjaciela zamieniły się w znamiona słupka. (Krokus wyraźnie cierpiał na niedobór żelaza, skoro jego krew dała początek raczej pomarańczowym niż krwistoczerwonym znamionom).
Jest jeszcze jedna legenda, w której oprócz tego samego atrakcyjnego Krokusa występuje tym razem niewiasta, nimfa zwana Smilax. Krokus zapałał gorącym uczuciem do pięknej nimfy, która w jednej wersji mitu to uczucie odwzajemniła, w drugiej nie koniecznie. Bogowie obserwując z Olimpu, co się się tam na dole dzieje postanowili unieśmiertelnić parę kochanków. Młodzieńca zamienili w krokusa z szafranowymi znamionami. Tym razem obyło się bez przelewu choćby jednej kropli krwi. A nimfę w silnie wijące się pnącze, które bardzo dobrze znamy: powój polny. To, że nimfa przeistoczyła się w oplatające krokusy i wszystko inne po drodze pędy, daje do myślenia, gdyż mogą one sugerować zarówno miłosne uściski jak i zniewolenie. Myślę, że w tym miejscu postawimy kropkę.
Oprócz fioletowych odcieni, krokusy mogą się pochwalić żółtymi, białymi raz pstrymi płatkami. Jedne odmiany mają mniejsze, inne większe kielichy. Ale wszystkie są piękne i sprawiają ogromną radość wyposzczonym oczom łaknącym zieleni oraz kolorów po długich miesiącach zimowej szarości.
Dlatego wiosna to pora delektowania się ich urodą. A jak je uprawiać? Na to przyjdzie pora jesienią. Teraz cieszmy się z nadchodzącego wiosennego przebudzenia, które jak co roku od czasów niepamiętnych symbolizują krokusy zwiastujące czas odrodzenia, nowych sił żywotnych oraz nadziei.
PS. Buddyjscy mnisi ubrani w szafranowe szaty kojarzą ten kolor z czystością duszy, skromnością oraz wytrwałością na drodze do duchowego przebudzenia. Przebudzenia, które jakby na to nie patrzeć, ma swój początek w tragicznym w skutkach rzucie dyskiem.


















💬 Komentarze